Dania - wilki, fiordy i wielka przygoda
Ewa ze swoimi z Polskiego Dworu na wyjazd do Danii się nie zdecydowała więc w ramach rekompensaty relacjonuję co straciła.
Nasz wyjazd z CZAMBOREM na World Dog Show rozpoczął się w sobotę, pierwszym przystankiem był Berlin i tam spędzony weekend. .
W Berlinie byliśmy dopiero około 23:00. Hotel mieliśmy niedaleko ogrodu zoologicznego i parku Tiergarten. Zaledwie kilka metrów obok mieliśmy piękny Park i tam wybraliśmy się na nocny spacer.
Niestety Czambor był jedynym członkiem wycieczki strasznie niezadowolonym z tego spaceru. Cały Park został opanowany przez króliki, a właściwie jakieś miniaturki. No i jak teraz wytłumaczyć wilczakowi, że nie może ich pogonić. Następnego dnia na rannym spacerze z utęsknieniem patrzył w zarośla pełne królików.
W południe wybraliśmy się na tereny parkowe przyległe do berlińskiego zoo. Niestety na teren zoo nie można wchodzić z psami, więc nasze zwiedzanie było tylko na obrzeżnych jego ścianach.
Jak się okazało ten Park też był opanowany przez króliki miniaturki, kaczki, gęsi łabędziowe i łabędzie, piknikowiczów, jogingowców, rowerzystów i psiarzy ze swoimi pupilami.
Zaskoczyła mnie postawa tych pierwszych i ostatnich. Króliki tak jakby mało, co przejmowały się tym, co ich otacza, a praktycznie wszystkie psy kompletnie nie zwracały na nie uwagi nawet biegając luzem.
W Parku, place zabaw dla dzieci, urządzenia gimnastyczne, boiska, ławki, kosze i specjalne pojemniki z workami na psie odchody. Oczywiście wszystko sprawne i na swoim miejscu.
Kolejny dzień minął nam na pokonywaniu kolejnych 700 kilometrów w kierunku duńskich fiordów.
Na miejscu zostaliśmy zakwaterowani w małym miasteczku Dejbierg. Kilkanaście domków zamieszkałych przez tubylców, kościółek wraz z przepięknym cmentarzem i wszystko jak od linijki z idealną harmonią.
Dzień długi zmrok zapadał około 00:00 i właściwie taki zmierzch utrzymywał się do rana, a zaczynała się do tego pełnia, więc ciemności całkowitych wcale nie było. Zdjęcie robione było o 2 w nocy. Rano zawsze trochę chmur, które rozganiał wiaterek, aby pokazać nam piękne słońce.
Następne dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu całego duńskiego fiordu, małych miasteczek i wiosek turystycznych. Przepiękne krajobrazy, szum morza, jasny piasek i domki wręcz idealnie wkomponowane w krajobraz. Miasteczka turystyczne, wioski rybackie i pozostałości z czasów wojny obecne są tutaj na każdym kroku. W to wszystko wkomponowują się turyści piesi i rowerowi.
Wieczór przed wystawami pojechaliśmy do Parku Givskud Zoo na wieczorne ucztowanie z Wilkami.
Całość została zorganizowana przez Rolfa już po zamknięciu dla zwiedzających. Było to bardzo ciekawe doznanie i niesamowita przyjemność.
Dania wywarła na nas bardzo pozytywne wrażenia. Ludzie tam mieszkający jeszcze bardziej, miłe wspomnienia. Bardzo chciałbym w tym miejscu podziękować Rolfowi za załatwienie wszystkich formalności, za zorganizowanie wspaniałego wieczoru w Givskud Zoo i za możliwość poznania tylu nowych wspaniałych właścicieli ze swoimi pociechami.
W drodze powrotnej znowu zatrzymaliśmy się w części parkowej Berlina. Więc znowu były króliki J
Mam nadzieję, że te wiatraki na załączonych zdjęciach nie uruchomią procedury i wykonania obietnicy zablokowania mi dostępu do forum za spamowanie galerii